<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Jeden Rok Wielkich Zakładów">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="12">
<date="1951-12-30">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Potężne wieże, w zapadającym zmierzchu zdają się wspierać o mroczne niebo. Przez szeroką bramę Zakładów Azotowych im. Feliksa Dzierżyńskiego w Tarnowie, wypływa nieprzerwany potok robotników. W mroźnym powietrzu krzyżują się wesołe okrzyki i pozdrowienia rozchodzących się ludzi. Pojedyncze grupki zatrzymują się jeszcze na chwilkę, aby uścisnąć sobie wzajemnie dłonie i złożyć ostatnie życzenia — jutro Nowy Rok! Gdy pracę zdobywało się głodówką! Feliks Korczyński, prostując swą szczupłą postać steraną latami bezrobocia i okupacyjnych prześladowań, wracając z kolegami w wieczór sylwestrowy do domu wspomina dawne czasy....Nie było innego wyjścia, zebraliśmy się z dwieście osób w Domu Robotniczym, w Tarnowie, przy ulicy Narutowicza i rozpoczęliśmy głodówkę! Byli tam i mężczyźni i kobiety. Już po trzech dniach pierwsi zaczęli umierać z wyczerpana. — No bo cóż — dodaje twardziej Korczyński — ludzie byli i tak już wygłodzeni wielomiesięcznym bezrobociem, a tam piliśmy tylko wodę. Wreszcie po siedmiu dniach, gdy już ledwie trzymaliśmy się na nogach, a sprawa nasza poszła aż do sejmu, dano nam „na odczepnego" takie tymczasowe zajęcia — ja trafiłem do naszych zakładów. Zarabiałem wtedy 20 złotych tygodniowo. Ale zmora, że mogą odebrać mi tę pracę, często nie dawała mi spać całe noce. Człowiek — Korczyński krzywi się w gorzkim uśmiechu — czapkę prawie stale trzymał w garści, aby tylko nie narazić się któremuś z dyrektorów. Ale cóż, nie uchroniło to i mnie od redukcji, przyszła na sam Nowy Rok! — A dziś? — Dziś — wzdycha Korczyński — to człowiek żałuje, że straconych poniewierką sił brakuje mu do pracy. — Jestem teraz na oddziale amoniaku. Zarabiam przeszło 700 zł miesięcznie. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
